|
Blog > Komentarze do wpisu
Epilog
Mam nadzieję, że Was nie zawiodę tym epilogiem...
Napiszę tylko, że rozdział dedukję wszystkim czytającym i komentującym, zwłaszcza komentującym, oraz mojej Becie - Izie. :)
Epilog
Hermiona siedziała na skórzanym fotelu przy kominku i czytała najnowszy numer Warzyciela wzięty z biurka jej męża. Severus zdążył już zrobić notatki na marginesach i kobieta poprawiła okulary, by zapoznać się z hieroglificznym pismem swojej drugiej połowy. Chwyciła długopis, od dawna zastępujący jej gęsie pióro i dodała coś od siebie. Jako wykwalifikowana uzdrowicielka posiadała dużą wiedzę dotyczącą eliksirów. Sprzeczki dotyczące składników, odpowiednich temperatur czy inkantacji już na stałe wpisały się w życie państwa Snape. Nierzadko to Alan łagodził kłótnie przedstawiając swoje wnioski, gdyż tak jak jego ojciec był wybitnym uczniem, a eliksiry były jego pasją. Ale od dwóch lat Alan kształcił się na Mistrza Eliksirów na najlepszym hiszpańskim uniwersytecie i nie mógł przerywać sprzeczek swoich rodziców. Hermiona zdjęła okulary i rozparła się w fotelu. Na stoliku obok stała filiżanka z herbatą, która dawno zdążyła ostygnąć oraz talerzyk z kawałkiem szarlotki, czekający na Severusa. Kobieta rzuciła zaklęcie grzewcze, by herbata znów zrobiła się ciepła i odłożyła Warzyciela na stolik. Już miała sięgnąć po napój, kiedy rozległo się pukanie do prywatnych kwater Mistrza Eliksirów. Państwo Snape mieli domek w jednym z najmniej zaludnionych zakątków Szkocji, ale w tygodniu swój czas spędzali w Hogwarcie. Hermiona za pomocą sieci Fiuu przenosiła się do św. Munga, a Severus mógł w spokoju nadzorować szlabany, które przydzielał. Pani Snape podeszła do drzwi. Uchyliwszy je zobaczyła Minerwę McGonagall uśmiechającą się przyjaźnie. Otworzyła szerzej i wpuściła nauczycielkę transmutacji do środka. - Dzień dobry – powiedziała McGonagall. – Jest Severus? - Wyszedł na Pokątną. Musiał iść do Apteki, bo zabrakło mu smoczych łusek do kolejnego eksperymentalnego eliksiru – odparła Hermiona i gestem wskazała drugi fotel. – Herbaty? - Poproszę. Mogę tu na niego zaczekać? – zapytała Minerwa biorąc filiżankę, z której wydobywały się obłoczki pary. - Oczywiście. A można wiedzieć co też zmalował mój mąż, że fatyguje się do niego sama wicedyrektorka? Czyżby w końcu nie wytrzymał i utopił któregoś z uczniów w kociołku? – zaśmiała się pani Snape i puściła oczko do McGonagall. - Aż tak źle nie było. A ty jak się czujesz? Wszystko dobrze? – Nauczycielka transmutacji spojrzała na mocno już zaokrąglony brzuch Hermiony i uśmiechnęła się dobrodusznie. - W porządku. Co prawda kopnięcia są coraz częstsze ale to normalne. - Ta ruchliwość pewnie po tatusiu, co? – McGonagall uśmiechnęła się przekornie. - Jeśli chodzi ci o rzucanie inwektywami w uczniów, siekanie składników i niecierpliwość w… pewnych sytuacjach, to tak – odparła z uśmiechem Hermiona i pogładziła sporych rozmiarów brzuch. – Ale nie powiedziałaś… Nie zdążyła dokończyć, gdyż do mieszkania wszedł Severus. Gdy tylko zobaczył Minerwę, malowniczo wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia. - Albus przysłał cię na przeszpiegi? Jak widzisz Hermiona żyje i nic się jej nie dzieje… - Hmm, nie powiedziałabym, że nic się nie dzieje – przerwała koledze McGonagall i zerknęła na młodszą kobietę wciąż trzymającą się za brzuch. – Mam dla ciebie propozycję. Albo raczej ofertę nie do odrzucenia. Snape prychnął na to stwierdzenie i wyminął wicedyrektorkę. Wyjął z kieszeni płaszcza zakupy i włożył je do jednej z szafek, wiszących w gabinecie. Chwilę później wrócił do kobiet i wyczarowawszy sobie fotel usiadł, by posłuchać czego też Minerwa od niego chciała. - Streszczaj się, bo nie mam za dużo czasu – powiedział i rozparł się wygodniej. - Przychodzę w imieniu Albusa. Jak wiesz, od następnego roku przechodzi on na emeryturę i mianował mnie nowym dyrektorem… - Przyszłaś się pochwalić, no tak. Gryfoni... – Ostatnie słowo wręcz ociekało jadem. – Wybacz, ale nie jestem zainteresowany słuchaniem na ten temat – odparł i wstał z fotela. – Sayonara. - Może chcesz posłuchać o zachowaniu swojego syna? Joshua dobrze się uczy, ale jego pozalekcyjna działalność pozostawia wiele do życzenia. - W końcu jest w Gryffindorze, to do czegoś zobowiązuje – mruknął niechętnie Snape i na powrót usiadł w fotelu. Sięgnął po kawałek szarlotki i postanowił nie zwracać uwagi na swoją koleżankę. Miał znacznie ważniejsze rzeczy na głowie – Hermiona była już w dziewiątym miesiącu i mogła zacząć rodzić w każdej chwili. Poród drugiego syna spędzał mu sen z powiek. Na każde westchnięcie swojej żony, zaraz się przy niej pojawiał i pytał czy to już. Albo jak mantrę powtarzał wdech – wydech, wdech – wydech. Hermiona miała tego dość i w końcu zagroziła, że go przeklnie jeśli nie przestanie obchodzić się z nią jak z jajkiem. Skończyło się to obrazą majestatu i Severus nie odzywał się do żony przez cały dzień. Tym razem był już trochę bardziej doświadczony i był pewny, że nie będzie panikował. A przynajmniej miał taką nadzieję. - Gryffindor to jedno, ale spory wpływ mają rodzice. Bez urazy, Hermiono – Minerwa zwróciła się do młodszej kobiety. – Alan nie szalał tak, jak robi to Joshua. Może ma to związek z tym, że zbyt go rozpuściłeś, Severusie? - A żebyś zmieniła się na zawsze w kota i nigdy nie wróciła do swojej ludzkiej postaci – warknął Snape, o mały włos dławiąc się szarlotką. To nie jego wina, że chciał być obecny w życiu drugiego syna i w pewien sposób wynagrodzić sobie i Hermionie to, że nie było go gdy Alan dorastał. Hermiona piła herbatę, spoglądając to na męża, to na Minerwę i przysłuchiwała się tej wymianie zdań. Zarówno McGonagall, jak i Severus należeli do osób, które lubią mieć ostatnie słowo i był to powód dość częstych sprzeczek między nimi. Hermiona do dziś pamiętała zażartą kłótnię, która dotyczyła szkolnego przedziału Joshuy. Co prawda jej mąż poniósł klęskę, ale za nic nie chciał się do tego przyznać. Jak na razie, żadne z jego dzieci nie trafiło do Slytherinu. Alan został przydzielony do Ravenclawu a Joshua do Gryffindoru. Cała nadzieja spoczywała w jeszcze nienarodzonej latorośli. - Przynajmniej mogę się zmienić, czego nie możesz powiedzieć o sobie – odparła nauczycielka transmutacji z uśmiechem. – Ale odbiegamy od tematu. - Sama zaczęłaś – prychnął Snape. - Nie zamierzam dłużej dyskutować na ten temat, Severusie. Proszę, byś mnie wysłuchał a potem możesz rzucać inwektywami – machnięcie ręką – i kląć na co tylko chcesz. Pasuje ci ten układ? - Nie wchodzę w układy z Gryfonami – odparł, a Hermiona znacząco chrząknęła, przypominając mężowi o swojej obecności. – Wyjątek potwierdza regułę. - Jak zawsze znajdziesz na wszystko wytłumaczenie – mruknęła Hermiona i uśmiechnęła się do Severusa, który teatralnie przewrócił oczami. – I nie wywracaj oczami. Później sobie porozmawiamy… Na to stwierdzenie Minerwa zaczęła dziwnie prychać, a Snape posłał jej mordercze spojrzenie, które nawet duchy mogłoby ponownie uśmiercić. McGonagall nic sobie jednak z tego nie robiła i śmiała się w najlepsze. Wciąż chichotała, kiedy płomienie w kominku zabarwiły się na szmaragdowo i pojawił się Dumbledore. Severus wydał z siebie bliżej nieartykułowany dźwięk, który brzmiał mnie więcej jak „tylko tego tu jeszcze brakowało”. Po chwili się jednak otrząsnął i stanął przed dyrektorem. – Wydawało mi się, że mój kominek nie jest podłączony do sieci Fiuu. - Wybacz, mój drogi, ale sprawa wyższego dobra wymusiła na mnie konieczność podłączenia i… oto jestem. – Dumbledore uśmiechnął się promiennie, a w jego oczach zatańczyły iskierki. Wyjął z kieszeni metalowe pudełeczko ulubionych słodyczy. – Cytrynowego dropsa? Nie… oczywiście, że nie – dodał, kiedy Severus obdarzył go morderczym spojrzeniem. - O co chodzi? Najpierw Minerwa, a teraz ty. Wreszcie do was dotarło, że jestem najmniej lubianym nauczycielem i doszliście do wniosku, by mnie zwolnić? Rychło w czas! Nie posądzałem was o taką bezduszność, teraz, kiedy Hermiona oczekuje dziecka. Powinieneś się wstydzić, Albusie – rzekł stanowczym tonem Severus, którego przemowa wprawiła w niemałe zdumienie wszystkich w pokoju i teraz trzy pary oczu wpatrywały się w niego z wyrazem zdziwienia wymalowanym na twarzach. – Nigdy nie wierzyłem, że podzielacie moje poczucie humoru. - Dość specyficzne, jak zawsze podkreślałeś – dodała Minerwa. - Skończmy to przedstawienie. Mam o wiele ważniejsze rzeczy do roboty niż słuchanie waszej paplaniny – powiedział Severus i ponownie usiadł w fotelu. Dyrektor machnął różdżką i wyczarował sobie identyczny mebel. - Sprawa jest prosta. Odchodzę na emeryturę, nie będę ukrywał, że w pełni zasłużoną – uśmiech nie schodził z twarzy Dumbledore’a. - To już słyszałem – wtrącił Snape. – Nic odkrywczego. - Minerwa przejmuje obowiązki dyrektora i zgodziła się ze mną, że jedyną osobą, która będzie mogła objąć stanowisko wicedyrektora jesteś ty, Severusie – powiedział Albus, a jego uśmiech jeszcze się poszerzył. – Oczywiście, do ciebie należy decyzja, ale mam nadzieję, że przyjmiesz awans. Hermiona siedziała zszokowana. Wiedziała, że Severus jest świetnym nauczycielem. Oczywiście pomijając niektóre zachowania (no dobrze, większość z nich), ale wzbudzał respekt i potrafił zdyscyplinować krnąbrnych uczniów. Pani Snape ani przez chwilę nie wątpiła, że jej mąż poradzi sobie na nowym stanowisku. Należało mu się. - Żartujesz sobie, tak? – Snape spojrzał na Albusa z powątpiewaniem. – Dobry żart. Ja? Wicedyrektorem? Uczniowie wypisaliby się z Hogwartu zanim jeszcze przekroczyliby jego bramy. - Nie przesadzasz? – do rozmowy wtrąciła się Minerwa. - Zostanę dyrektorem dopiero wtedy, kiedy Hermiona urodzi córkę. Co w najbliższej przyszłości się nie wydarzy, bo Poppy poinformowała nas, że będzie trzeci chłopak. – Snape uśmiechnął się tryumfalnie, a Hermiona lekko się zarumieniła. Nie powiedziała wszystkiego swojemu mężowi, gdyż chciała mu zrobić niespodziankę, ale teraz… - Severusie – zaczęła nieśmiało. – Widzisz, jest pewna sprawa, o której nie wiesz… - To znaczy? – Brew Snape’a powędrowała w górę, nadając jego twarzy ironiczny wygląd. - Zostaniesz tym wicedyrektorem. - Ale jak to? Badanie… miał być chłopak… - Severus po raz pierwszy jąkał się, nie wiedząc co powiedzieć. - I będzie, ale w towarzystwie. Spodziewam się bliźniaków. Chłopca i dziewczynki – odparła Hermiona, spoglądając prosto w oczy Severusa. – Poppy pomyliła się podczas ostatniej wizyty. Zaklęcie sprawdzające najpierw wróciło i wykazało obecność chłopca. Potem Poppy zaczęła dalej mnie badać, a ty zostałeś wezwany, bo jeden z twoich uczniów wdał się w bójkę. Okazało się, że zaklęcie sprawdzające nie skończyło swojej pracy i po twoim wyjściu wróciło z informacją, że ciąża jest bliźniacza. Czekamy na chłopca i dziewczynkę. Severusa sparaliżowało na tę nieoczekiwaną wiadomość, a Minerwa uśmiechnęła się promiennie i szybko wstała z fotela, by przytulić swoją byłą uczennicę. To samo zrobił Albus. Tylko Severus nie poruszył się ani o milimetr, wpatrując się w brzuch swojej żony. - Bliźniaki? – zapytał spostrzegawczo, na co McGonagall pokręciła głową. - Tak – przytaknęła Hermiona, uśmiechając się lekko. – Cieszysz się? - Bliźniaki? – powtórzył Severus, a Minerwa zaczęła się poważnie zastanawiać nad inteligencją swojego przyjaciela. - Niezły z ciebie ogier, Severusie – powiedziała, spoglądając znacząco na Mistrza Eliksirów, do którego dopiero po chwili dotarł sens słów wypowiedzianych przez nauczycielkę transmutacji. Obdarzył koleżankę morderczym spojrzeniem. - Czemu mi nie powiedziałaś? – zwrócił się do Hermiony, a Albus posłał znak Minerwie, że na nich już pora. Dyrektor i wicedyrektorka opuścili kwatery państwa Snape, zostawiając ich samych. - Chciałam ci zrobić niespodziankę – odparła Hermiona. Z jej oczu promieniowało szczęście i Severus nie był w stanie się nie uśmiechnąć. Podszedł do swojej żony i klęknął przy niej. Kobieta wyciągnęła dłoń i pogładziła mężczyznę po policzku. – Cieszysz się? – zapytała ponownie. - Jeszcze się pytasz, durna kobieto? Oczywiście, że się cieszę – odparł i spojrzał na nią takim wzrokiem, jakby wygłaszał oczywistą oczywistość. – Szanse, że moje dziecko wreszcie trafi do Slytherinu wzrosły dwukrotnie – dodał wykrzywiając usta w ironicznym uśmieszku. Hermiona tylko przewróciła teatralnie oczami . - Trzeba będzie zawiadomić przyjaciół i rodzinę – zaczęła Hermiona, gładząc brzuch. - Taa, Weasley się ucieszy – mruknął z sarkazmem Severus, a jego żona zaniosła się gromkim śmiechem. - Wiem, że Ron ma dość specyficzny sposób wyrażania tego co myśli, ale będzie dobrze – powiedziała Hermiona, po tym jak opanowała śmiech. – W końcu zgodził się zostać ojcem chrzestnym Joshuy, prawda? - Ku mojemu nieszczęściu – wymamrotał Snape i malowniczo się wykrzywił. - Nie rób takiej miny, bo ci zostanie – powiedziała kobieta. – Widziałeś się wczoraj z Draconem? Zgodził się przyjąć ofertę Albusa? - Tak, od września zaczyna pracę jako nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią – odparł wstając i wracając na swoje miejsce. – Poza tym, widziałem go dzisiaj w towarzystwie tej wariatki – dodał jakby od niechcenia, sięgając po kolejny kawałek szarlotki. - To znaczy? Według ciebie co druga osoba jest wariatem bądź wariatką, nie pomijając Dumbledore’a – przypomniała kobieta. – Więc? - Lovegood. - Luna? Z Draconem? – zdziwiła się Hermiona, spoglądając na swojego męża. Niedowierzanie wręcz promieniowało z jej twarzy i Severus nie mógł się powstrzymać przed uśmieszkiem w stylu „a nie mówiłem”. – Uwierzę jak zobaczę. Ostatnim razem podobno widziałeś Neville’a z Susan Bones. Chyba nie muszę ci przypominać co się później okazało, co? Ty i te twoje plotki. - Wypraszam sobie. Ja nie plotkuję, przekazuję tylko fakty. To ty źle je interpretujesz – obruszył się Severus i spojrzał na swoją żonę. – W końcu nie mogłem wiedzieć, że… - Nie tłumacz się, cukiereczku – przerwała mu Hermiona, nazywając go znienawidzony zdrobnieniem. Uwielbiała patrzeć jak jej mąż dostaje szału. Promieniował wtedy czystą magią i nic nie mogła poradzić, że przechodziły ją ciarki rozkoszy na ten widok. - Nie. Mów. Do. Mnie. W. Ten. Sposób. – wycedził mężczyzna, wstając z fotela i podchodząc do Hermiony. – Nie jestem żadnym… Wrrr… - Możesz pomóc mi się podnieść? – zapytała Hermiona, wyciągając do niego prawą dłoń. – Twoje dzieci ważą chyba tonę. Czuję się jak wieloryb. - Teraz to moje dzieci? Wszystko co złe to po mnie, tak? – odparł Severus, pomagając jej stanąć prosto. Kobieta podniosła głowę i spojrzała prosto w czarne oczy swojego męża. Zawsze się zastanawiała czemu nie potrafiła zdobyć się na to, by przyjść do niego po tym, jak ją wyrzucił. Czekała aż osiem lat i dopiero wypadek sprawił, że znów się spotkali. Czasem nachodziły ją myśli, że powinna być wdzięczna Dołohowowi za rzucenie na nią tamtego zaklęcia. - Chodźmy do łóżka – powiedziała i wzięła go pod ramię. - Zgrabna zmiana tematu – odparł i poszli do sypialni. Gdy zamykał za nimi drzwi, machnął różdżką i w kwaterach zapanowała ciemność.
11 lat później Severus jako wicedyrektor, zgodnie z regulaminem szkoły, wprowadził do Wielkiej Sali pierwszorocznych. W tym roku było inaczej niż zwykle. Wśród zwykłej szarańczy znajdowały się jego dzieci. Starał się wyglądać tak jak zwykle, czyli obojętnie, ozięble, odpychająco i przerażająco, ale bliźniaki skutecznie mu to uniemożliwiały. Miał ochotę przywołać ich do porządku, by zachowywały się jak na Snape’ów przystało, ale najwyraźniej ciekawość odziedziczyły po matce. Wreszcie rozpoczęła się ceremonia przydziału. Tiara odśpiewała swoją pieśń i zaczęło się przydzielanie do poszczególnych domów. Severus sam był sobie winien, że tak obawiał się tego momentu. To ostatnia szansa, że któreś z jego dzieci trafi do Domu Węża, który już nie miał tak złej reputacji jak podczas pierwszej i drugiej wojny z Voldemortem. Świat się zmienił a priorytety uległy przewartościowaniu. Zaczął wyczytywać nazwiska a kiedy dotarł do swoich pociech, spojrzał na stół nauczycielski. Na miejscu dyrektora siedziała Minerwa McGonagall i śmiała się pod nosem pewna, że i tym razem wygra zakład. No cóż, zaraz wszystko stanie się jasne. - Snape, Gabriela Hermiona – powiedział i dziewczynka wystąpiła z szeregu. Burzę kręconych włosów odziedziczyła po swojej matce, kształt twarzy i nosa również. Tylko oczy miała dokładnie takie same jak Severus. Tak czarne, że nie dało się odróżnić źrenicy od tęczówki. Gabriela usiadła na stołeczku, Severus włożył jej na głowę tiarę, która po chwili wykrzyknęła: - Slytherin! Severusa ogarnęła ulga i uśmiechnął się w duchu. Dziewczynka, odchodząc do swojego stołu puściła tacie oczko i wesoło się uśmiechnęła. Teraz nadeszła pora na jej brata. - Snape, Gregory Albus – wyczytał Severus i obserwował jak jego kopia podchodzi i siada na stołku. Nos jego syna może nie był aż tak wielki, ale nie sposób było się pomylić co do tego, kto jest ojcem Gregory’ego. Tak jak w przypadku siostry, tiara od razu wykrzyczała nazwę domu. - Slytherin! Od stołu Ślizgonów rozbrzmiały brawa, a Severus pomyślał, że zaraz umrze ze szczęścia. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Przywołał na twarz chytry uśmieszek i odwrócił się do Minerwy. - Płacisz – powiedział bezgłośnie.
Koniec
czwartek, 17 listopada 2011, charlotte89
Komentarze
2011/11/17 17:23:55
Odpowiadając na Twoje pytanie, nox92, nie chcę zapowiadać ani obiecywać, bo to różnie może być. Miniturki, myślę, że powinny się takowe pojawić. A co do dłuższego opowiadania, hmmm... zobaczymy. Jak coś zacznie się klarować, na pewno powiadomię o tym, na tym blogu :)
2011/11/17 18:58:03
Idealne zakończenie, jakby inaczej ;) Jestem w pełni usatysfakcjonowana ;PP
Severus faktycznie musiał się nieźle narobić, że mu się bliźniaki trafiły xD "Ogier"^^ Końcówka oczywiście najlepsza, a uśmiech nie schodził mi z ust;) Snape szczęśliwym ojcem młodych węży, tak jak chciał ;D Fajnie jakbyś jeszcze coś kiedyś pisała, ale to tylko od Ciebie zależy..no ale nadzieję mogę mieć :D Pozdrawiam ;)) pysiame 2011/11/17 21:49:58
Fantastyczne, naprawdę, takie ciepłe zakończenie. Czwórka dzieci, to się dorobili :) I dwa małe wężyki na koniec, super :D I ta szarlotka ciągle w tle, aż mi się miło na sercu robiło. Tak, zdecydowanie to był taki finał, jakiego bym sobie życzyła dla Severusa. Nie mogę wciąż pojąć idei pani Rowling, żeby zrobić z Snape'a jakiegoś bohatera romantycznego, który nie przymierzając cierpi za miliony, a na koniec ginie w zupełnie bezsensowny sposób.
Dziękuję Ci za to opowiadanie, jest naprawdę urocze. Mam nadzieję, żę nie przestaniesz pisać FF o Hermionie i Severusie. Za dobrze Ci to wychodzi :) Jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam i życzę mnóstwa weny także do tłumaczenia, bo jestem ciekawa, jak się skończy tamta historia :) 2011/11/17 23:15:46
No i tak ma być.! Taki epilog jak całe opowiadanie - rewelacyjny! Poziom utrzymany, sarkazm zatrzymany, cukrem lekko posypany. Przepraszam za te częstochowskie rymy, ale nie mogłam się powstrzymać.
Cieszę się z tego opowiadania i niewątpliwe sukcesu Twojego jakim jest ukończenie tłumaczenia. Jednak mam nadzieję, że nie porzucisz teraz tej pary... pozdrawiam serdecznie, Alter Amentis 2011/11/18 09:03:59
Muszę szczerze przyznać, że przez kilka ostatnich dni obawiałam się i odkładałam cały czas ten epilog na kolejny dzień. Ale nie dlatego, że spodziewałam się, że się zawiodę, czy coś w tym rodzaju. Bo muszę to zaznaczyć, że nie zawiodłam się ani trochę ;) Po prostu wiedziałam, że jak przeczytam ten epilog, to już będzie definitywny koniec opowiadania, które tak bardzo mi się spodobało... Ale no nie mogłam, po prostu nie mogłam, musiałam się w końcu zabrać za to! I teraz wygłoszę coś, za co niektórzy z pewnością by mnie zagryźli: Oficjalnie stwierdzam, że jak dla mnie twój epilog bije na głowę to, co napisała mroczna w swoim ostatnim rozdziale. Dlaczego? Ano dlatego, że wszystko jest tu logiczne i spójne i Sev jest sobą - nawet z tym rozpieszczaniem Joshuy ;) - ma dalej swoje specyficzne poczucie humoru, ale wyraźnie się zmienił dzięki Hermionie i dzieciom. Trochę mnie zaskoczyło, jak te dzieci się zaczęły mnożyć, ale w sumie fajnie to wyszło ^^ No i nie idzie się pogubić, które dziecko jest które ;) A skoro jesteśmy przy dzieciach, to jestem naprawdę zdumiona, że Severus nie zaczął skakać ze szczęścia, jak wyszło, że dwójka jest w Slytherinie xD I nie mogę z tego, że się założył z Minierwą xD Nie, żeby mnie to jakoś zdziwiło, bo to piękny motyw jest xD
A, jeszcze mi się podoba, że Severus został wicedyrektorem - Hermiona go pięknie załatwiła tymi bliźniakami xD Dziwię się tylko, że przez jedenaście lat udało mu się utrzymać na tej pozycji bez straszenia uczniów xD Ech, będzie mi brakowało tego opowiadania... Teraz nie masz wyjścia, musisz napisać następne ;P (A najlpiej o Sevie i Tonks, ale nie będę wybrzydzać ^^) Pozdrawiam serdecznie i dziękuję Ci za to piękne opowiadanie ;* Ines 2011/11/18 11:08:52
Ines_mp napisała: Oficjalnie stwierdzam, że jak dla mnie twój epilog bije na głowę to, co napisała mroczna w swoim ostatnim rozdziale. Merlinie, nie wiem co powiedzieć... Zaskoczyłaś mnie tą wypowiedzią. Bardzo dziękuję. Takie porównanie naprawdę wiele dla mnie znaczy. :*
2011/11/18 12:09:08
Świetne zakończenie, jestem zachwycona, tyle w nim ciepła i dobrych emocji. Rozbawiła mnie reakcja Severusa na tego "cukiereczka" ;) Bliźniaki w Slytherinie.... ciekawa jestem o jak dużą sumę założył się Snape z McGonagall.
Mam szczerą nadzieję, że nie jest to twoje ostatnie opowiadanie. Pozdrawiam. Zoey.
Gość: allegria, 31.61.47.23*
2011/11/18 13:01:49
W tej chwili uśmiecham się od ucha do ucha. Epilog świetny, tak jak całe opowiadanie. Dzięki wielkie
Pozdrawiam 2011/11/18 13:04:17
Świetny epilog ;) od razu bylo wiadomo, ze Sev bedzie wice ;p myslalam, ze tylko córka pójdzie do Domu Węża ale nie! Sev musi umierać ze szczęścia ;d bardzo mi sie podobało całe opowiadanie, mam nadzieje na kolejne ;p pozdrawiam serdecznie kochana, powodzenia ;)
2011/11/18 17:57:22
Świetne opowiadanie, świetny epilog i w ogóle wszystko jest świetne! ;)
Mam zaciesz, dzięki temu opowiadaniu, dziękuję Ci, że mogłam je przeczytać. Pozdrawiam ;* 2011/11/19 13:59:45
Jednego jestem pewna, na pewno wrócę nie raz do tego opowiadania.
Epilog naprawdę suuper! Zdecydowanie mnie ie zawiódł, ba nawet zachwycił. Ale Severus i 4 dzieciaków ;D Biedny ME, ale dobrze mu tak ;] Chwała Ci za to opowiadanie! s.ss 2011/11/20 11:44:41
Miodzio xd
Świetne zakończenie tym `płacisz` ^^ Nie spodziewałabym się aż czwórki dzieci, a jeśli nawet, to nie w aż takim odstępie czasu :D Wszystko pięknie, elegancko :) 2011/12/04 00:56:57
O mamo to jest przepiękne! Jak z bajki normalnie ^^ xD
Świetny koniec, aż szkoda oderwać oczy. Ehh TO już koniec. :( Masz talent do pisania. Dziękuję Ci za to opowiadanie. :) 2011/12/23 02:06:14
No w końcu zebrałam się w sobie i przeczytałam do końca. W wakacje przestałam czytać, potem nie chiało mi się tego nadrabiać, choć wchodziłam tutaj co najmniej raz w tygodniu od wakacji. Kiedy w listopadzie zobaczyłam, że jest już koniec, chciałam przeczytać, ale znów nie miałam na to siły. Szkoła jednak robi swoje. Ale w końcu udało mi się i bardzo się z tego cieszę. Rozdziały świetne. Całe opowiadanie bardzo mi się podoba, i sama nie wiem dlaczego tak długo czekałam żeby go przeczytać. Ale właśnie zawsze tak mam, że im dłuższa przerwa tym jakoś mniejszą mam ochotę na przeczytanie.
No ale co do samej treści, to bardzo mi się podoba naprawdę. Cieszę się, że Hermiona odzyskała pamieć, że są wszyscy razem. Podoba mi się to, że Hermiona zrozumiała w kocu, że powinna walczyć o Severusa, i to nawet wydaje mi się pasować, że potrzebowała na to aż tyle czasu, w końcu im człowiek jest starszy tym więcej rozumie no i cóż jest mądrzejszy. Tak własnie wyobrażam sobie zawsze przyszłość Hermiony i Snape'a. SNape też jest człowiekiem, i chociaż jest sarkastycznym dupkiem, to jednak też ma jakies uczucia. Tylko po porstu nie okazuj ich wszystkim na około. Potrafi kochać ale tylko tych wybranych. I ty właśnie tak to pokazałaś, Severus potrafi być miły dla swojej rodziny. Choć wiadomo, że nigdy nie zostanie całkiem miłym i pogodnym człowiekiem, jak np. Albus, bo to byłoby nie możliwe. I to też właśnie podoba mi się w twoim opowiadaniu, bo widać, że Severus nie porzucił ironizowania i sarkazmu. Nadal taki jest, nie wyobrażam sobie tego, że nie mówiłby własnie w taki sposób do Hermiony itd. Dla mnie właśnie Severus powinien taki pozostać, stać się trochę bardziej przystępny, ale w stosunkach z innymi uczniami itd zawsze będzie tym dupkiem, na którego wszyscy narzekają i będą narzekać. To się nie może zmienić. Mam nadzieję, że kolejne opowiadania będą u ciebie powstawać dalej :)
Gość: Miona, btd227.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/27 12:37:46
Jezu twoje opowiadanie mnie powaliło to jest cudowne ;P
2012/01/07 12:23:41
W końcu przeczytałam i jestem pod tak wielkim wrażeniem, że nawet nie wiem co mam Ci tu napisać ;) Twój blog jest niezwykły i pochłonął mnie całkowicie - wczoraj przeczytałam całość. Podobało mi się to jak w Hermionie odżywały uczucia do Severusa, jak przypominała sobie fragmenty wspomnień i poznawała swoje życie na nowo. W ogóle bym się nie spodziewała, że mają dziecko, ale Alan urzekł mnie całkowicie ;) Ten moment w którym Severus czekał na syna - miałam wrażenie, że denerwuję się razem z nim, tak ładnie i realistycznie wszystko opisałaś. I końcówka - też była idealna - słowem cud, miód i orzeszki ;) Oby więcej takich perełek, bo to obok bez cukru najlepsze opowiadanie HG&SS jakie czytałam. Czekam na więcej twoich odsłon i mam nadzieję, że już niedługo (w miare możliwości oczywiście) znowu zaczniesz pisac coś własnego ;) Pozdrawiam i dziękuję za to opowiadanie, czarnadalia13
Gość: morgan_fox, 77-255-128-154.adsl.inetia.pl
2012/04/30 18:01:23
Piękne zakończenie pięknej historii. Piszesz bardzo ciekawie i w miarę poprawnie stylistycznie. Drobne błędy nie wpływają znacząco na odbiór treści. Sama historia ciekawa i dość pomysłowa. Szata graficzna bloga ładna, delikatna i nie rozpraszająca uwagi czytalenika. Podsumowując, blog bardzo udany. Jeden z lepszych jakie czytałam.
|
|
Nox